JEST NAS: 57330 61 online | Dyskusji: 1114 | Miasta: 1331 | Grupy: 1619

„Kokaina” – z życia polskiego emigranta

Środa, 20 listopada 2013
Emigrant, który nie mógł pogodzić się z faktem życia na obczyźnie, Polak, który nie wyobraża sobie egzystencji w kraju i bardzo go to boli, narkoman, któremu udało się w ostatniej chwili odbić od dna – kim jest Arkadiusz Siedlecki, którego książka „Kokaina” właśnie trafiła do księgarni? Dowiecie się z poniższej, bardzo szczerej, rozmowy.

Czytaj fragmenty "Kokainy" w Panoramie: KLIKNIJ W OKŁADKĘ

Zapewne nie jest łatwo przyznać, że jest się DDA: dorosłym dzieckiem alkoholików?

Absolutnie nie jest. Z perspektywy czasu wydaje mi się nawet, że uświadomienie sobie tego faktu, a w późniejszej konsekwencji upublicznienie go, jest zgoła trudniejsze od określenia własnej osoby mianem „narkomana”. Przez wiele lat nie zdawałem sobie sprawy, że moi rodzice mają problem, że siedzi w nich demon alkoholizmu. Przypuszczam, że to dlatego, ponieważ oni sami nigdy nie identyfikowali się z alkoholikami. Po prostu pili. Jak miliony innych Polaków. Nawet teraz, po wydaniu „Kokainy”, ten fakt jest dla nich równie abstrakcyjny jak zima polarna na suchych jak pieprz ziemiach Sahary. Moi rodzice – a kocham ich nad życie – nigdy nie zaakceptują faktu, że muszą coś z tym piciem zrobić. Tak właśnie mają alkoholicy, narkomani z resztą też: bezustannie wypierają z własnej świadomości problem.

Wracając jeszcze do samej powieści, to muszę wspomnieć, że moi rodzice do ostatniej chwili nie wiedzieli, że poruszę temat ich problemu. Zdawali sobie oczywiście sprawę, że fabuła traktować będzie o problemie uzależnienia, ale nie sądzili, że oni sami znajdą się na kartkach „Kokainy”. Ale ja musiałem to zrobić. Musiałem wcisnąć guzik „reset” w ich świadomości. Nigdy nie potrafiliśmy o ich problemie rozmawiać, więc w pewnym sensie poszedłem na łatwiznę i przelałem własne myśli na papier.

 

Mówisz o sobie „aspołeczny”, „amałżeński”, „narkoman”. Skąd tak mocna samokrytyka? I potrzeba uzewnętrznienia tego w książce?

To nie jest tak, że poddaję własną osobę samokrytyce. W tej konkretnej sytuacji staję z boku, i patrzę na siebie najzupełniej obiektywnie, z zupełnie innej perspektywy. Dlatego właśnie główny bohater to nie Arek, a Krzysztof. Oczywiście nadałem mu własne cechy, wrzuciłem w wir wydarzeń, które sam przeżyłem, ale starałem się to uczynić tak obiektywnie, jak tylko potrafię. Jakbym opowiadał o kimś innym. Tak wydawało się łatwiej. A potrzeba uzewnętrznienia tego w książce... Cóż... wynika z silnych pobudek, aby ten jakże trudny i „czarny” okres mojego życia raz na zawsze skończyć. Zamknąć w historii, książce. Spisałem to, co siedziało od kilkunastu lat, zamknięte gdzieś w epicentrum mojego „ja” i postanowiłem nigdy więcej do tego nie wracać. Skoncentrować się na przyszłości, a nie przeszłości. Zacząć żyć. Zrzucić z siebie kajdany narkomanii, w pewnym sensie społecznej patologii.


Komentarze (1)

  • AngeIa

    AngeIa


     Bardzo ciekawy artykuł. Duzo w nim prawdy...