JEST NAS: 57323 89 online | Dyskusji: 1117 | Miasta: 1331 | Grupy: 1619

test

„Kokaina” – z życia polskiego emigranta

Środa, 20 listopada 2013
Emigrant, który nie mógł pogodzić się z faktem życia na obczyźnie, Polak, który nie wyobraża sobie egzystencji w kraju i bardzo go to boli, narkoman, któremu udało się w ostatniej chwili odbić od dna – kim jest Arkadiusz Siedlecki, którego książka „Kokaina” właśnie trafiła do księgarni? Dowiecie się z poniższej, bardzo szczerej, rozmowy.

Wielu Polakom z pokolenia lat 80., do którego należysz, należę ja oraz zapewne spore grono Czytelników „Panoramy”, „wszystko zostało podane na złotej tacy”. Czy uważasz, że niektórym osobom z naszego pokolenia mogło się właśnie z tego powodu coś nie udać i dlatego zostali „życiowymi inwalidami”?

Tak, zdecydowanie. Oczywiście każdy przypadek jest inny, ale generalnie takie właśnie są realia życia w dzisiejszych czasach. Bo to nie tylko problem ludzi urodzonych w latach 80., ale i późniejszych roczników. Nasi rodzice, dziadkowie musieli walczyć o podstawowe potrzeby, ale także o wolność i sprawiedliwość. W nas nie ma już tej ikry, chęci udowodnienia samym sobie, że można żyć lepiej, fajniej. Całkowicie wyzuliśmy się z ambicji. Pozostała tylko chora chęć zaspokajania własnych potrzeb. Szybko, bylejak, na kredyt, który potem przez lata spłacamy, zaciskając coraz bardziej pasa. To nie jest dobre. Wpadliśmy w wir wielkiej korporacyjnej machiny. Kupujemy rzeczy, które zupełnie nie są nam potrzebne, otaczamy się przedmiotami, budujemy w sobie i wokół siebie sztuczne, plastikowe szczęście. To jest smutne.

 

Czy wszystkie historie z „Kokainy” są prawdziwe? Praca w Royal Mail, wspomnienia z dzieciństwa, kokainowe „rozdziewiczenie”, paranoje z nieistniejącą Lee White...?

Większość. Niestety. Właśnie o tym piszę na ostatnich stronach powieści w części „Od Autora”, że tak naprawdę Czytelnik nigdy nie pozna prawdy, nie będzie wiedział, co jest fikcją literacką a co nie. Pragnę zachować dla siebie część tajemnicy. To rodzaj słodkiej wiśni, na tym nieco kwaśnym torcie.

 

Doświadczenia opisane w książce złamałyby niejednego człowieka. A jednak, potrafią także wzmocnić...

To prawda. Wiesz, kiedy już jesteś na dnie (choć tak naprawdę pojęcie dna jest bardzo względne), to masz dwa wyjścia: pogrążyć się całkowicie – co w przypadku narkomanii oznacza śmierć, lub odbić się od dna i zacząć żyć. Uwierz mi, że pierwsze wyjście jest o wiele łatwiejsze i niestety... przyjemniejsze. Ale trzeba z tym walczyć, z tą pokusą, odnaleźć w sobie pokłady siły i wyjść na prostą.

 


Komentarze (1)

  • AngeIa

    AngeIa


     Bardzo ciekawy artykuł. Duzo w nim prawdy...